Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura współczesna. Pokaż wszystkie posty

Analiza i interpretacja wiersza Tadeusz Różewicza „Od jutra się zmienię”

Tadeusz Różewicz

OD JUTRA SIĘ ZMIENIĘ

To się zaczęło 28 września 1992 roku

Od jutra się zmienię
Tak! Od jutra

a więc od jutra
jest to postanowienie
do którego się przygotowa
przygotowywa... no! nie! tak nie można
dalej żyć
a także bliżej

a więc jest to postanowienie
do którego wprawdzie przygotowy
a raczej się przygotuję
nie przygotuję tylko przygotowuję
od wielu lat a nawet przygotowywuję się

i wreszcie dziś nieodwołalnie
postanowiłem
że od jutra się zmienię
tak sobie postanowiłem dziś
w nocy
po przebudzeniu

przed zaśnięciem czytałem
w książce tytułu nie pamiętam
a może to była księga
że można iśc w dwóch kierunkach
dobry: strona prawa przód i góra
zły: strona lewa tył i dół

ale dziś już za późno
aby stronę lewą zamienić na prawą
tył na przód też nie będzie łatwo
od biedy dół mogę zmienić na górę
nawet leżąc w łóżku
przyjdzie mi to łatwiej
niż przy stole lub stoliku
lub na wieczorze poetyckim
"przy świecach"
pęknę ze śmiechu

i jeszcze czytałem w tej księdze
inne słowa
dobro zło
jasność ciemność
mądrość głupota
piękno brzydota
wysokość niskość
ciepło chłód
siła słabość

autor może filozof a nawet prorok
nie pamiętam bo zasnąłem
napuszczał te słowa na siebie
szczuł na siebie

z jego wysokiej gadaniny
wynikało że
muszę zło zamienić na dobro
ciemność na jasność
głupotę na mądrość
brzydotę na piękno
niskość na wysokość
chłód na ciepło
słabość na siłę

jeśli tego nie dokonam
to nigdy się nie zmienię
na lepsze

ale przecież nie mogę
tego dokonać w łóżku
przed zaśnięciem

ta zmiana
musi się dokonać nie tylko we mnie
bo tego nikt nie zauważy
a jeśli nie zauważy
to nie będzie wiedział że się zmieniłem
nawet ja sam mogę
nie zauważyć
że się zmieniłem
z gorszego na lepsze

jakże daleko odbiegam
od tematu
wróćmy do naszych baranów
wracam więc
do moich baranów
do czarnych baranów
i do białych baranów
i do pierwotnego tekstu
z 28 września 1992 roku

zasypiam ze stanowczym
nie-odwołalnym
(proszę mi darować to dzielenie
słowa na dwie części ale to takie modne
i głęboko heideg-gerowskie
lub hei-deggerowskie -
Heide poganin Heide wrzosowisko
Heide postać
durr
Heide - moor -
Heide - angst heikel heil
moja składnia po przebudzeniu
ist nicht heideggerianisch)

a więc zasnąłem
z postanowieniem że zmienię się
od jutra

ach! to słynne "się"
u kogo gdzie kiedy do diabła
naczytałem się
tyle mądrości na temat "się"
już mi to bokiem wychodzi
a więc stało się
od jutra się zmienię

dziś jest już za późno
leżąc w łóżku nie mogę "się"
zmienić
a przy tym to "się" zaczyna
mnie śmieszyć i moje postanowienie
może się ośmieszyć
nie można tego uczynić
przewracając się z lewego boku
na bok prawy
opanowały mnie poważne wątpliwości
czy mogę się zmienić w łóżku
wstałem i usiadłem na krześle
przy biurku
"tu się nowe życie rozpoczyna"

Vita Nuova

To się zaczęło 28 września 1992 roku
(a dziś mamy już sobotę 7 listopada)
a zaczęło się tak:
powiedziałem (sobie)
"od jutra się zmienię"
wprawdzie "jakiś Głos"
powiedział
"czemu od jutra
zmień się dziś
teraz"

zawsze są dwie możliwości
można się zmienić na lepsze
albo na gorsze

oczywiście ja chciałem się
zmienić na lepsze

ale się nie zmieniłem

zamiast czytać Króla-Ducha
oglądałem Dynastię

zamiast myśleć o zbawieniu duszy
czytałem gazety

zdaję mi się
że już się nie zmienię
do końca życia
ba mamy już pierwsze dni
lata 1993 roku
a ja... (ale to już moja tajemnica)



Tadeusz Różewicz to bez wątpienia jeden z największych współczesnych polskich poetów. Jego poezja, choć niezwykle trudna, przyciąga i fascynuje nawet najwybredniejszych odbiorców. W swoich wierszach poeta nie boi się zadawać pytań, na które nie istnieją proste odpowiedzi. Nie unika również tematów drażliwych, dotyczących najbardziej intymnych chwil ludzkiego życia. Poezja ta pomaga odnaleźć drogę w głąb siebie nie wskazując nic jednoznacznie.

Struktura gatunkowa „Miesięcy” Kazimierza Brandysa

W literaturze XX wieku coraz trudniej odnaleźć dzieło idealnie pasujące do wyznaczonego wzoru gatunkowego. Nie można jednak mówić o całkowitym „wymieraniu gatunków”, a raczej o ich wzajemnym przenikaniu się w tak wielkim stopniu, że trudno postawić jakąkolwiek granicę. Autorzy chętnie posługują się formami synkretycznymi, ponieważ umiejętne z nich korzystanie wzbogaca utwory, dodając im oryginalności. Warto również wspomnieć o niezwykłej nobilitacji gatunków z pogranicza literatury. Wszelkie formy paraliterackie takie jak esej, felieton, czy reportaż doczekały się powtórnych narodzin, a także oderwania od prasy, z którą do tej pory były ściśle związane.

„Miesiące” Kazimierza Brandysa są bez wątpienia utworem z pogranicza, ukazującym silnie związanie jednostki z przemianami politycznymi i jak zauważył Jerzy Kandziora „próbą odnalezienia siebie w kontekście dziejowym a także odpowiedzi na pytanie kim jestem i ile znaczę?”1

Czy w przypadku „Miesięcy” możemy mówić o jakimś konkretnym gatunku, sztywnej ramie zamykającej w sobie dzieło? Bez wątpienia pewne cechy gatunkowe można odnaleźć w utworze Brandysa, jednakże żadna nie góruje nad pozostałymi w takim stopniu, by móc jednoznacznie określić jego przynależność.
Swoją strukturą utwór Brandysa przypomina dziennik (podział na lata, miesiące, dni), na którego kartach przenikają się najróżniejsze gatunki. Swoboda, jaką dają wszelkie formy pamiętnikarskie i autobiograficzne, jest tutaj w pełni wykorzystana.
„Miesiące” nie są jednak z góry skomponowanym dziełem, ponieważ autor-bohater umieszczony jest w rzeczywistości, którą opisuje i nie posiada wiedzy o przyszłych losach.
Niekiedy wydarzenia ukazane w utworze relacjonowane są z pewnym opóźnieniem. Autor zazwyczaj podaje przyczynę takiego stanu rzeczy, niejako usprawiedliwiając się w oczach odbiorcy. Odbiorca zresztą pełni bardzo istotną funkcję w dziele Brandysa. Mówiąc o swoich uczuciach, pisarz nawiązuje porozumienie z adresatem tekstu. Czytelnik przestaje być kimś obcym, a staje się powiernikiem, cichym sprzymierzeńczą, „spiskującym” z nadawcą przeciwko absurdalności ustroju, a także znającym jego obawy i fascynacje:

„Dopiero wtedy zobaczyłem jej twarz. Trudno mi ją opisać, pamiętam tylko metalową biel cery, purpurowe wargi i za krótki nos. I przez następna godzinę myślałem tylko o niej.[...] Po godzinie przyszła mi do głowy myśl, że najlepszym rodzajem śmierci byłby spazm w miłosnym uścisku z tą kobietą. Myśl niedorosła. Lecz podniecająca.”2